Pociąg (2016)

Mam dosyć tekstu, który tworzę. Uwielbiam pisać, ale jestem zmęczony, więc odkładam tablet i zaczynam się gapić przez okno, za którym przesuwają się kolejne pola. Widzę łany zboża i ludzi, drzewa, jakieś maszyny, wszystko skąpane w złotym słońcu, tak bliskie i dalekie zarazem.

Patrzę się jak zaczarowany, cieszę się tym widokiem i jestem wściekły, że nigdy nie jest prosto. Mógłbym żyć jak inni, którzy traktują wieś z pogardą wierząc, że jest nic niewarta, a przyszłość należy do betonu. Ja podchodzę do tego inaczej. Zawsze lubiłem obcować z naturą, odpręża mnie to i ciągnie jak misia do miodu, problem w tym, że zaczynam czuć się dziś czuć jak w dzieciństwie i wiem jak to się skończy.

Scenariusz zawsze jest ten sam.

Gdy wracają wspomnienia, wpierw widzę obrazy, potem słyszę wiejskie przyśpiewki, czuję na języku chłód wody ze strumyka i bolą mnie odciski na nogach, a na końcu skóra poci się jak w upale i ssie mnie w żołądku niczym po malinach, które w Polsce były słodsze niż gdziekolwiek.

To tylko wstęp.

Po tych emocjach mam coraz większą ochotę na porządne piwo, to złośliwie znajduje sie jak moja chcica jest bezgraniczna, po jednym piwie przychodzą kolejne, rozczulam się, płaczę, przeklinam, zaczynam rozbijać, w końcu mam dosyć i nie nadaję się do użytku, a następnego dnia męczy mnie kac i muszę przepraszać albo płacić za swoje ekscesy.

Może boli mnie to, że długo nie doceniałem tamtego świata? Wtedy był dla mnie taki zwykły, dziś wiem, że właśnie tam po raz pierwszy poczułem woń płodnego czarnoziemu, kłucie pędów roślin i żądlenie owadów na gołych nogach, pierwszy raz usłyszałem cykanie pasikoników czy rżenie koni i pierwszy raz mogłem skosztować gorących kartofli pieczonych w ognisku.

Tak żyłem kiedyś, teraz jest sobota i siedzę w pociągu, jednym z tych wielkich stalowych potworów, które dzień w dzień pracowicie przemierzają te same szlaki wożąc takich biedaków jak ja, biedaków, którzy codziennie dojeżdżają nimi do pracy albo którzy zdecydowali się na podróż w jedną stronę licząc na lepsze jutro w innym miejscu.
Nie jest to jeden z wagonów retro z rezerw, które podstawiają w razie awarii, tylko standardowy piętrus z klimą, prądem, stolikami i siedzeniami w takim standardzie, do którego nasza PKP nie dorosła, a przynajmniej nie zauważyłem tego kilka lat wcześniej. W tych wagonach siedzenia są umieszczone w każdej możliwej konfiguracji, zadowoleni są samotnicy, bo mogą się odsunąć od innych, cieszą sie zakochani i znajomi, bo nie ma problemu z siadaniem ramię w ramię, wybrać można pozycję przodem albo tyłem do kierunku jazdy, mozna siedzieć bokiem albo nawet wygodnie leżeć, do wyboru, do koloru. A do tego są oddzielne miejsca na bagaż, dużo przestrzeni między siedzeniami i nad głowami, dobrze wyposażone kibelki i oddzielny wagon restauracyjny, piękna sprawa, jedyne na co ludzie mogą narzekać, to bolący tyłek po długiej jeździe.

Jestem coraz bardziej znużony, ale siedząc siłą woli zaczynam w myślach powtarzać te same pytania, które dręczą mnie już od kilku miesięcy:

- Powiedzieć im czy nie powiedzieć?

- Jeśli powiedzieć, to anonimowo czy pod nazwiskiem?

- A może lepiej, żeby żyli w błogiej nieświadomości i załatwiali te swoje biznesy, srali, spali i dalej myśleli, że są panami świata i że nigdy się nic nie zmieni?

Od tego burdelu najczęściej robi mi się gorąco, zdejmuję wtedy odruchowo okulary i przecieram suche czoło, tak jest i dzisiaj, przy okazji oglądam się wokół i znów czuję na sobie wzrok małolaty, która siedzi po przeciwnej stronie przejścia zwrócona do mnie twarzą.

Zakładam okulary, zaczynam przysypiać i...

- Mini-bar, Kaffee, Tee – słyszę coraz głośniejsze nawoływanie i kątem oka widzę mały wózeczek z butelkami, kanapkami i ekspresem pchany w przejściu przez starszego pana.

Odwracam głowę, podnoszę rękę i mówię niedbale – Entschuldigung, Grüezi, eine schwarz Kaffee bitte

- Grüezi. Möchten Sie Zucker? Sahne? Vielleicht Sandwich? – odpowiada nalewając parujący płyn do ryżowego kubeczka

- Nein, danke

- Fünf dreizig bitte – mówiąc to stawia kawę z obowiązkową chusteczką na moim stoliku.

Wyciągam portfel Witchenna, który został z lepszych czasów, wyszukuję piątaka i dwie połówki i kładę na jego wyciągniętej dłoni, pan się tylko patrzy, chce oddać jedną monetę, ale powstrzymuję go delikatnym ruchem głowy.

- Danke, Schönen Tag – widać, że jest lekko zszokowany, chyba nieczęsto ktoś mu daje napiwek

- Schönen Tag – odpowiadam z przyjaznym uśmiechem, lubię sprawiać radość i lubię kawę z ekspresu w Intercity, więc cała sytuacja jest dla mnie taka naturalna.

Pan zaczyna toczyć wózek dalej, a ja popijam sobie ten ożywczy płyn i dostrzegam coraz większe zainteresowanie i uśmiech na twarzy dziewczyny po drugiej stronie. Nie mam może kobiecej intuicji i nie chce mi się dzisiaj zgadywać, więc przyjmuję, że może to być aprobata, ale równie dobrze politowanie, że rozrzucam forsę na lewo i na prawo.

Ciekawe, bo przecież jeden frank to tak niewiele.

Zaczyna mnie to intrygować i przyglądam się jej smakując każdy detal niczym znawca, który podziwia rasowego rumaka albo butelkę szlachetnego trunku.

Ma spięte w warkocz srebrne włosy, metalową koronkę do kapsli, lekko pryszczatą, ale kształtną gębę i grzeszy symetrią i wielkością cycków, tego wspaniałego elementu będącego dla mnie i wielu panów kwintesencją kobiecości.

Ubrana jest w ciemne prześwitujące rajstopki i krótką czerwoną sukienkę, która zakrywa biust i ściska ją jak gorset, a na jej nogach błyszczą czarne lakierowane szpilki na cienkim obcasie.

Nie ma makijażu, nie pomalowała sobie ust ani paznokci i nie nosi specjalnego zegarka, nie musi, wtajemniczeni i tak będą wiedzieć o jej fantazjach, gdy spojrzą na niepozorną bransoletkę z gustownymi kolcami.

Nawet bez bransoletki ubiór jest na swój sposób piękny, spójny i pociągający, a panna stanowi smakowity kąsek dla wyobraźni, co ciekawe sukienka nie jest ze skóry, ale wygląda jak firanka, bo wykonana jest z koronek.

Wygląda to lepiej niż nowoczesne kombinezony, gdzie nawet wargi przy cipie wystają, że o dziurkach na sutki nie wspomnę... problem w tym, że nie czuję gorąca jak kiedyś w pociągu do Bern.

Kurwa, dlaczego?

Często się zastanawiałem co dokładnie powoduje, że czasem myślimy małą główką, a czasem dużą głową. Bo zdarza się, że wielkie cycki nie działają, a czasem wprost przeciwnie, czasem kręcą krzywe nogi, fałdki czy zmarszczki, a czasem wystarcza głęboki zmysłowy głos albo kształtna dupa.

Chemik powiedziałby pewnie, że to jakieś CeHa coś tam, romantyk, że przeznaczenie, zwykły facet, że chcica, a ja? Do dziś nie wiem co myśleć poza tym, że z babami źle, ale bez nich jeszcze gorzej.

Małolata czuje swoją moc i kobiecość i dalej udaje, że na mnie nie zerka, ale przecież tak ciężkim idiotą nie jestem. Jest znudzona, widać to po ruchach nogą, do tego kręci włosami patrząc się niby w drugą stronę.

Mimowolnie ją nakręcam i zamyślam sie jeszcze głębiej. Kiedyś mocno wierzyłem w uczucia i bezinteresowne kobiety, które są w stanie budować wspaniałe związki wyłącznie dla idei. Dziś wiem, że wszystko podporządkowane jest temu, żeby znaleźć najlepszego samca, a co najlepsze, w tej grze wszystko jest dozwolone i wszystko się zdarza.

Słaba płeć.

Akurat!

Panna jest młoda, nie wyczuła jeszcze tego, że wiem to i owo o zachowaniach pań i że potrafię wykorzystać to do własnych niecnych celów. Prawdę mówiąc współczuję kobietom, taka stara dupa ze mnie, że wiem, jak są przewidywalne, bo wiąże je matka natura. Wiele z nich chciałoby się zmienić, ale nie umie wyzwolić się od rządzącej nimi chemii. Próbują i nie mogą, są tak sfrustrowane, że w końcu wyżywają się na wszystkich wokół.

Niedojebane suki.

Widziałem młodą na peronie i czułem, a nawet wiedziałem, że coś się zdarzy, już wtedy wisiało to w powietrzu. Próbowała zwrócić moją uwagę i nic w tym dziwnego, jestem atrakcyjny i mogę błyskawicznie rozwiązać wiele jej problemów.

Bezbłędnie wyczuła, ze mam ochotę na chwilę zabawy, ale uznała pewnie, że jestem nieśmiały i czekam na zachętę. Śmieszy mnie to, bo ostało mi się trochę z dawnego kurwiarza, nie chce mi się jednak ruszyć i postanawiam poczekać na jej ruch dopijając powoli kawę.

Nie może mnie musnąć, nie może się otrzeć, boi się chyba rozłożyć nogi, więc zaczyna inaczej, o wiele ciekawiej niż mógłbym przypuszczać.

Nasz wzrok wpierw się krzyżuje, patrzymy się na siebie i napięcie rośnie, potem wkłada palec do ust, oblizuje go i wyjmuje, przesuwa rękami po nogach, wygładza sukienkę i rajstopki, zdejmuje nogę z nogi, powoli wstaje, poprawia włosy i zaczyna iść w kierunku schodów kołysząc zmysłowo biodrami.

Jest zaokrąglona jak trzeba, umie się poruszać, na pewno czuje, że ją taksuję wzrokiem i wie, że jak nie jestem pizdą, to zaraz ruszę do boju. I rzeczywiście tak jest, ma tupet, a ja lubię harde sztuki, do tego mogę przecież zapomnieć o widokach zza okna.

Raz się żyje, więc wstaję, idę za nią i po chwili schodzimy obok siebie szerokimi schodami w dół.

Nie dbam o bilet, nie dbam o bagaż, w Szwajcarii tylko głupi kradłby takie rzeczy, a nawet gdyby, to miałbym masę czasu, żeby zawiadomić obsługę i odnaleźć co moje.

Mój oddech powoli przyspiesza, ciało zaczyna reagować, spodnie się prężą, w końcu niby przypadkiem na chwilę muskam jej rękę. Nie odskakuje, więc łapię ją mocno, ściskam i niczym gówniarz wciągam do wiadomego pokoju blokując za nami drzwi.

Stoimy odwróceni do siebie w tak eksluzywnym miejscu jak kibel, a kibel jest mały jak to kibel w piętrowym pociągu SBB.

Powoli kładę lewą rękę na jej policzku trzymając kciuk ku górze i powoli krążę tym kciukiem obserwując jej reakcję. Drugą rękę przesuwam grzbietem po jej twarzy patrząc się w rozmarzone oczy. Dostaje gęsiej skórki, lekko drży, nie jest już taka mocna, czeka na mnie, czeka na to co będę robił, pragnie, pożąda, widzę coraz wyraźniej sutki i falujące dumnie pod ubraniem piersi.

Cieszy mnie to, bawię sie, torturuję ją dotykiem, mam satysfakcję, a ona coraz bardziej mięknie, chociaż nie do końca. Jest twarda i dalej wyraźnie nie chce się przełamać, więc uznaję, że trzeba jej pomóc i przejść dalej.

Moja prawa dłoń wędruje gwałtownie na tył jej głowy, łapię pewnie za włosy i warkocz, ciągnę do siebie, muskam delikatnie dolną wargę patrząc jeszcze głębiej w niebieskie oczy, daję jej kilka sekund, kolejny pocałunek ponownie jest delikatny i krótki, nie pozwalam na więcej, chociaż ma tak kusząco ciepłe i wilgotne usta, a ciało krzyczy, żebym ją brał. Pachnie Channel i smakuje truskawkami, lubię truskawki, nie mogła trafić lepiej, wdycham ten zapach i zagryzam swoją wargę bawiąc się dalej kciukiem na policzku.

Nie reaguje, w końcu sam nie wytrzymuję, przywieram ustami i pieszczę językiem czując słodycz i nutę cierpkości, młodość i niecierpliwość, chęć i ciekawość i ten mocny, głęboki strach, który wreszcie przemija.

Dziewczę traci pozory przyzwoitości, przestaje się kontrolować, klnie po francusku, odpycha mnie rękami i rzuca na ścianę, przyciska, zamyka oczy, wpycha język i zaczyna nim w końcu pracować.

Serca biją nam coraz mocniej i równo, rozkoszujemy się i cieszymy się razem.

Zalewa mnie gorąco, równie gwałtownie łapię ją za dupę i przyciskam całą do siebie niczym lalkę. Chcę ją czuć, chcę ją mieć, ma być moja i tylko moja, teraz i na wieki, więc ściskam i gniotę jędrny tyłek.

Nie wie co zrobić z rękami, w końcu zanurza je w moich włosach, mruczy, knebluję ją ustami i drżącymi rękami szukam suwaka, ciągnę i szarpię cholerną sukienkę, a ta opada ledwie na ramiona.

Teraz ja rzucam ją na ścianę, całuję łapczywie szyję, robię malinkę za malinką, zdobywam i znaczę każdy centymetr, liżę tatuaż na ramieniu, schodzę niżej i niżej aż do cycków uwięzionych w koronkowym staniku, wyłuskuję jednego, całuję, ściskam, dotykam, głaszczę, robię kółka ręką i podgryzam sutek...

Panna zaczyna jęczeć, drapie mnie po plecach, wkładam nogę między jej nogi, unieruchamiam ją całkiem pieszcząc oba cycki, bawię się nimi oburącz, mocniej i mocniej, szybciej i szybciej.

Chce więcej, wytrenowanym ruchem opuszcza ręce i po chwili sukienka opada na brudną podłogę, a ja dla odmiany pieszczę jeden cycek i jedną ręką atakuję jej kobiecość przez czarne stringi.

Nieruchomieje, sztywnieje, ale po chwili cichy jęk przechodzi w skamlenie: - Ohh, ohhh, ja, bitte, jetzt, bitte

- Silent - rozkazuję władczo zatykając jej usta ręką, a ona milknie nie próbując nawet gryźć.

Poruszam palce do góry i do dołu, przyciskam i dokładam starań, żeby poczuła się tak mokra jak jeszcze nigdy w życiu. Nakręca mnie jej zapach i uległość, czuję pot, oddech ma szybki, nie może złapać powietrza, walczy ze słabością, bezwzględnie przyspieszam, majtki robią się mokre, zrywam je i ciągle masując nabrzmiałą cipkę odsuwam się, łapię jej rękę i kładę na sobie każąc zdjąć spodnie.

Nie trzeba jej zachęcać, znowu się stykamy tylko ustami, podejmuje wyzwanie, dzielnie walczy z dżinsami, z których ja wyciągam gumkę, w końcu się jej udaje i dobiera się do moich majtek, wtedy przestaję ją masować, rozrywam opakowanie, zakładam gumkę i zaczynamy nasz dziki taniec...

Małolata na pewno jest auslanderką, ale dla mnie nie ma to znaczenia, tak samo jak wczorajsze odloty, w sumie ostatnio Małgośka była taka wpieniająca, kocham ją, ale mam prawo do szczęścia i tylko gram według jej popieprzonych, ale twardych zasad.

A do tego co? Zamkną mnie za pedofilię? Panna ma zdecydowanie ponad szesnaście lat, tego jestem pewien, więc w sumie jej wybór, a nawet jak jest na granicy, to i tak mam to gdzieś. Cóż za ironia, że tylu ludzików patrzy się teraz każdego dnia na mnie jak na idiotę, że jestem taki nieodpowiedzialny i ryzykuję, ale co mi tam, raz się żyje...

Ciekawe, że mówią że miłość to największa siła, że równa jest szaleństwu, że zakochany człowiek jest zdolny do wszystkiego, tylko, że za szaleństwo zamykają, a miłość jest stawiana na piedestale. Szalony jest ten świat, ale coś w tym jest, że oba uczucia są równe, tyle, że ja słowo miłość zamieniłbym na pożądanie, bo to ono chyba bardziej odpowiada za to co robimy.

Jeśli pożądamy, to staramy się podobać drugiej osobie, jesteśmy bardziej opiekuńczy, cieplejsi, kreatywni albo wręcz przeciwnie zachowujemy się bardziej powściągliwie podgrzewając temperaturę. A w związkach często mówimy nawet po latach „kocham cię”, ale jak nie ma pożądania, to dupa blada...

Trochę brakowało mi kiedyś tutaj uczuć, nie wiem dlaczego, ale w Polsce często czułem ich więcej, może to kwestia genów, może wychowania, może tego, że tam byłem atrakcyjnym towarem, a tu nie tak bardzo... albo wreszcie ważne było to, że panny tutaj nie musiały same mocno szukać i zawsze znajdowali się chętni nawet na największego kaszalota.

Im byłem starszy tym było lepiej z miłosnymi podchodami, pewnie dlatego, że miałem w końcu pieniądze, a może dlatego, że ktoś starszy wydaje się rozsądniejszy, bardzo opiekuńczy, skłonny do związku i doświadczony... w tych sprawach oczywiście.

Przyczyny w sumie są nieważne, liczy się to, że teraz jest chyba moja kolejna osiemnastka i czuję się jak w sklepie ze słodyczami odchaczając na pewnej checkliście kolejne rzeczy. Nie są to akcje jak w „Ostatnim brzegu”, nie bawię się też w rosyjską ruletkę ani nie przypieprzam autem w betonową bandę, ale i tak jestem dumny z tego co ostatnio robiłem.

Myślę też, że ludzie podświadomie czują co się szykuje i stąd tyle uległych, tyle wolności i wszystkiego tego co normalnie jest schowane gdzieś tam za parawanem, a nawet jak trypla złapię, to i tak niewielka strata...

Z panną pewnie też się pożegnam za godzinę, młodość ma swoje prawa, swoją już niestety straciłem, jej próby zasługują na nagrodę, ale jest też jakaś granica, ciekawe, że ta trasa zawsze przynosiła mi szczęście i często coś działo na tej trasie, zupełnie jakby coś lub ktoś tam na górze chciał mi dać to co najlepsze...

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.
  • Lines and paragraphs break automatically.
CAPTCHA
This question is for testing whether or not you are a human visitor and to prevent automated spam submissions.
Image CAPTCHA
Enter the characters shown in the image.