Jestem dla Ciebie niedzielą ? v2 (2015)

Kobieta przy oknie obróciła się i popatrzyła się wyzywająco, wymowne było też to, że ubrała się jak wtedy na Polach, jedynym drobnym wyjątkiem były okulary. To akurat jednak nie dziwiło, wszak wszystkie kontakty dawno straciły już ważność, a fabryki zamknięto aż do odwołania.

- Hej – rzekła bawiąc się kosmykiem włosów – zaskoczony? Nie powinieneś. Zawsze miałam nad Tobą władzę i byłam krok do przodu, a to, że się teraz spotykamy to trochę przypadek, ale jakże miły.

- Ale skąd? Ale jak? – nie mogłem się skupić na otoczeniu po szoku, jaki dalej przeżywałem, ale przynajmniej trochę wróciła mi jasność myślenia i mówienia.

- Szczęście i to czego nigdzie we mnie nie doceniałeś, obecnie należę do gremium. Wiem, jak dobrym inżynierem byłeś i chcę Ci złożyć pewną propozycję, najpierw jednak mam ochotę na kolację, a Ty też, drogie siostry pewnie o to zadbały – i tu się szeroko uśmiechnęła, zatrzepotała rzęsami i spojrzała się tak, że ścisnęło mnie w dołku.

Jak ten świat jest i nie jest dziwnie urządzony – to mężczyzna jest silniejszy i zdobywa, za to kobieta ma w zanadrzu takie sztuczki, o których ten tylko może pomarzyć... Ale nie to jest najgorsze. Złe jest to, że szukamy prawdziwych uczuć, a wiele z nich odrzucamy.

Ona kiedyś doskonale widziała, że na nią zerkam i czułem, jak coś za bardzo zerka na mnie. Gorzej, że nie mogła lub raczej nie chciała się zdecydować na nic więcej niż subtelne pokazanie skrawka swego ciała... którego najwyraźniej się wstydziła... jak ileś razy robiłem tak oczywiste aluzje lub mówiłem o konkretach, to spotykałem się tylko ze zbyt mocną i zdecydowaną odmową lub pogadliwym milczeniem...

Ehhh te kobiety – nie zdobywać ich źle, zdobywać i łamać jeszcze gorzej... Dlaczego kręci je ten ich dramat i dlaczego tak bardzo lubią robić z igły widły? Dlaczego nie lubią robić pewnych rzeczy wprost tylko wolą iść wokół? Dlaczego wolą, aby to facet zaczynał, żeby mieć na kogoś zwalić, jak się nie uda?

Doprowadzała mnie czasem do szewskiej pasji, potrafiła wyzwać od sępów czy skąpców, potrafiła się też wściekać o to i owo, chociaż podobno nie byliśmy parą. Wiele razy stałem przy niej na baczność, wiele razy starała się na swój przedziwny i pokręcony sposób mnie chronić i otaczać swoją opieką.

Zaborcza czasem była, oj była, nieraz testowała, na ile sobie pozwolę, nieraz się burczeliśmy, ale ogólnie nie obrażaliśmy i choć nie rozumiałem jej zbyt często i nie lubiła być chwalona, choć byliśmy jak ogień i woda, to ta dziwna relacja trwała i trwała i co ciekawe, kiedyś trapiło mnie to, że do niczego to nie prowadziło. Tak bywa, jak się szybko nie idzie na całość i nie konsumuje pewnych rzeczy.

I stąd mieliśmy taki mały chocholi taniec dwojga dumnych ludzi... dwóch alf, który trwał aż nadeszła wojna.

A tu teraz taka niespodzianka... I to w tak innej rzeczywistości... Czy to nie złośliwość losu? Gdy z czymś musisz się pogodzić, próbujesz jakoś zapomnieć, ułożyć sobie życie i nawet to ci się udaje, to coś wraca z podwójną siłą...

Widziała chyba moje rozterki, bo wzięła mnie za rękę i dodała cicho: - Chodźmy już.

Przeszliśmy do sali obok, gdzie czekały dwa nakrycia i waza z zupą, było też wielkie łoże. I tu ciekawostka, bo z daleka czułem aromat ulubionej pomidorowej... Przez żołądek do serca, nie ma co, ładnie się zapowiada.

I rzeczywiście, moje podniebienie czegoś takiego dawno nie doświadczyło. Wiadomo, pomidory nie rosły na każdej ulicy, a do makaronu i jajek potrzeba i mąki, a teraz niezbyt łatwo to zdobyć i zachodziłem w głowę, czy to jakieś stare zapasy czy świeży import spoza miasta, a jak import, to co ktoś zrobił, że to się nadawało w ogóle do jedzenia, tak pięknie pachniało i miało jakiś sensowny smak.

Jedliśmy tak sobie długo w milczeniu tę zupkę, ja dalej się zastanawiałem, a ona zaczęła mówić z nieobecnym wzrokiem: – Widziałam i robiłam straszne rzeczy, najważniejsze jednak jest to, że żyję. Mamy swoje problemy, a teraz dochodzi ten z promieniowaniem, które widać z góry i jednak powoli rośnie, a i okolica robi się coraz mniej przyjazna. W Metrze już tworzą się podziały i jedyne pocieszenie, że nie było tu żadnego większego ładunku, co najwyżej trafił jakiś w Okęcie.

Chciałem zapytać o to na ile są to pewne informacje i coś tam próbowałem wtrącić, ale ona nie dawała mi dojść do głosu machając gwałtownie ręką i nie przerywając: - Czas paniki i obojętności już minął, ludzie mają dość pierdzielenia i znów zaczynają walczyć na całego, a najważniejsze jest teraz przetrwanie i dzieci. Kobiety mają problem z zajściem. Byłeś dobrym inżynierem, potrzeba nam ludzi żeby coś z tym zrobić... będzie cię czekać podróż, może nawet do Modlina.

- Ja chyba śnię, takie lokum, domowy obiadek, ona... – pomyślałem – i wycieczka ze dwadzieścia kilometrów poza miasto po to żeby dłubać w czymś tam, noż kurna piknik.

I wtedy cicho dodała: – Miałeś rację w różnych sprawach, niepotrzebnie byłam zakręcona jak ruski czołg, niepotrzebnie traciłam życie tyle pracując. Ale teraz tego się nie zmieni, nie zmienimy także nastawienia wszystkich wokół, ale... możemy ich uszczęśliwić. To nieważne, co się działo przed wojną, teraz nieraz tego żałują.

Wzięła mnie za rękę – Nie rób tego dla mnie… zrób to dla nich. Byłeś, jesteś dobry i zawsze wszystkim pomagałeś. Nie zapominaj o tym... proszę.

No to już lekka przesada, wiele razy kiedyś mówiła, jak to niby na niczym się w sumie nie znam, zawsze była taka opanowana i kryjąca się z uczuciami, skąd ta odmiana? Czyżby zaczynała bawić się w kokieterię? Chociaż z drugiej strony mogła nic nigdy nie czuć i to wszystko mógł być tylko wymysł mojej wyobraźni... a tej przecież miałem w nadmiarze. Może się wcześniej tylko bawiła jak rasowa suka, a opamiętanie przyszło dopiero w obliczu katastrofy? Może była takim jednorożcem, który z zasady ciągle umyka i którego nie można mieć? Taką Eleanor?

Może zwyczajnie za dobrze ją oceniałem i powinienem już dawno być dobrym miłym samczykiem, który robi co chce nie zważając na nic?

Teraz pewnie bym tak zrobił, człowiek się zmienia, zmieniają się cele, tyle, że często szukanie kogoś na jedną noc bywa jednak nudne i ciekawiej jest, jak to kobieta czegoś chce bez całego tego bulszitu, a jak one chcą, to poruszą niebo i ziemię i przejdą choćby po trupach... Taka babska natura, że kobieta ma cały zestaw środków, żeby sprawdzić potencjalnego absztyfikanta i jak jej się spodoba, to wtedy nie ma przebacz… no i ogólnie też musi być wytrwała, bo inaczej by jeszcze padła przez dziewięć miesięcy.

A jeśli chodzi o chcenie, to kiedyś miałem okres i chcicę na wiersze i chyba jak na złość przypomniał mi się taki jeden napisany w poprzedniej epoce:

„Radości, szczęście, westchnienia,
zabawność, mądrość, pragnienia,
oparcie, gwałtowność, konkrety,
pieprzyk, tajemnica, bzdety,

co obudzisz, to to dostaniesz,
masz ikrę, to granicę złamiesz,

a jeśli tylko narzekasz,
co się gapisz wciąż zarzekasz,
że ktoś patrzy nie domyślisz,
o kredycie tylko myślisz,

na kilometr będę stąd stał,
w nosie to i tamto miał,

a jak będziesz tak kobieca,
zadzwonisz, dodasz do pieca,
to życie inne się stanie,
w pamięci coś zostanie,

nie są tylko konwenanse,
ważne co tu, a nie anse...”

Ehhh nieważne, kiedyś pewnie byłem naiwny wierząc w romantyzm, uczucia i te bzdety i tyle okazji przeszło mi koło nosa, ale to było kiedyś, jednak w innym świecie, co było to było i się już nie liczyło, a ja tak naprawdę kochałem kobiety i kochałem to, co można z nimi i im robić, dlatego nie powiedziałem nic, tylko powoli objąłem jej głowę rękoma patrząc głęboko w oczy, przesunąłem kciukami po policzkach, pogłaskałem po łabędziej szyi, dotknąłem po spragnionych ustach, przyciągnąłem je do swoich, nie pozwoliłem uciec i zrobiłem to, czego pragnąłem kiedyś tyle czasu, i zacząłem to robić ponownie i ponownie tłumiąc jej próby sprzeciwu.

Bo nie liczy się to jak się zaczyna, liczy się to jak się kończy… po marzenia też trzeba sięgać a nie siedzieć cicho i myśleć, że samo przyjdzie. Ona nie do końca chyba spodziewała się takiego obrotu spraw, wyraźnie ją trafiło i dla mnie było jasne jak słońce jak należy teraz zadziałać.

Dziewczyna, kobieta z niespodzianką, do której kiedyś coś czułem... Dla innych zwykła blondyna, dla mnie osoba, przy której bywało dobrze, która jakby nie patrzeć wiele razy mnie nie zostawiła, która była przy mnie, gdy tego potrzebowałem... Kobieta, która potrafiła znieść moje humory i czasem nazywała mistrzem, która budziła najgorsze, ale i najlepsze cechy, która mnie popchnęła do przodu, ale też ileś razy włożyła mocno piasek w tryby.

Dlaczego? Dlaczego tylko lat budowała wokół siebie te wszystkie mury? Dlaczego była tak uparta i nieustępliwa? Dlaczego to wszystko stało się dopiero teraz? Czy naprawdę potrzeba było do tego całego kataklizmu? Co nas teraz czeka? Czy ona też miała ten wstydliwy problem, co koleżanki i bała się przyznać? Czy jestem dla niej tylko niedzielą?

Cała zaczęła drżeć i się tulić, ale nie protestowała, nie protestowała również, gdy ja ją tuliłem i powoli wydobywałem na światło nocne jej tajemnicę i tajemnice... Widziałem, jak czekała po kobiecemu z niepokojem na moją reakcję na jej wygląd, ale przecież byłem przygotowany na to, co zobaczę i chciałem ją tu i teraz taką, jaka była... Taka mocna z zewnątrz, a taka krucha w środku…

To była bardzo piękna noc, ona długo trwała niczym w półśnie, później jednak w końcu się otworzyła, co tylko nakręciło atmosferę... Po wszystkim bez słów wtuliliśmy się w siebie i nawet nie pamiętałem jak zasnąłem...