Jestem dla Ciebie niedzielą ? (2014)

Kobieta obróciła się, wyglądała tak samo jak kiedyś, jedynym drobnym wyjątkiem były okulary. To akurat jednak nie dziwiło, wszak kontakty dawno straciły już ważność.

- Witaj Tomaszu – rzekła bawiąc się kosmykiem włosów – zaskoczony ? Nie powinieneś. Zawsze miałam nad Tobą władzę i byłam krok do przodu, a to że się teraz spotykamy to wprawdzie trochę przypadek, ale jaki miły.

- Ale skąd ? Ale jak ?

- Szczęście i to czego nigdzie we mnie nie doceniałeś, obecnie należę do gremium. Wiem, jak dobrym inżynierem byłeś i chcę Ci złożyć pewną propozycję, najpierw jednak mam ochotę na kolację, a Ty też, drogie siostry pewnie o to zadbały – i tu się szeroko uśmiechnęła, zatrzepotała rzęsami i spojrzała się tak, że zaparło mu dech.

Jak ten świat był dziwnie urządzony – to mężczyzna jest najczęściej silniejszy i zdobywa, za to kobieta ma takie sztuczki, o których ten tylko może pomarzyć...

Kiedyś doskonale widziała, że się jemu podoba i czuł, że działa to też w drugą stronę.

Gorzej, że z niewiadomych przyczyn nie mogła albo raczej nie chciała się zdecydować na nic więcej niż czasem subtelne pokazanie skrawka swego ciała... którego najwyraźniej się wstydziła... z kolei gdy on próbował się ileś razy umawiać lub próbował ją sprowokować do czegokolwiek, to spotykał się z mocną i zdecydowaną odmową...

Doprowadzała go czasem do szewskiej pasji, potrafiła wyzwać od sępów czy skąpców, potrafiła się też wściekać o to i owo chociaż podobno nie byli parą. Ehhh te kobiety – nie zdobywać ich i nie łamać źle, zdobywać i łamać jeszcze gorzej...

Wiele razy czuł przy niej przemiłe szaleństwo, wiele razy starała się na swój sposób chronić go i otaczać swoją opieką.

Nie obrażali się na siebie, choć nie rozumiał jej często i nie lubiła być chwalona, choć byli jak ogień i woda, ich dziwna relacja trwała i trwała, ale ku jemu utrapieniu do niczego nie prowadziła.

Kręcili się w swoim chocholim tańcu... aż nadeszła wojna.

A tu teraz taka niespodzianka... I to teraz w tak innej rzeczywistości... Czy to nie złośliwość losu ? Gdy z czymś musisz się pogodzić i próbujesz jakoś ułożyć sobie życie, to to potrafi wrócić z podwójną siłą...

Widziała widocznie jego rozterki, bo wzięła go za rękę i dodała cicho: Chodźmy już.

Przeszli do sali obok, gdzie czekały dwa nakrycia i waza z zupą, było też wielkie łoże. Z daleka czuł aromat pomidorowej...

Jedli w milczeniu, aż zaczęła mówić z nieobecnym wzrokiem – widziałam i robiłam straszne rzeczy, najważniejsze jednak jest to, że żyję. Mamy swoje problemy, a teraz dochodzi ten z promieniowaniem, które sączy się z góry i jednak powoli rośnie, a i okolica robi się coraz mniej przyjazna. W metrze też już tworzą się podziały i jedyne pocieszenie, że okolica nie dostała żadnym większym ładunkiem, co najwyżej może trafiło coś małego w Okęcie.

Chciał zapytać o to na ile są to pewne informacje, ale ona nie dała mu dojść do głosu - Czas paniki i obojętności już minął, ludzie mają dość pierdzielenia i znów zaczynają walczyć na całego między sobą, a najważniejsze jest teraz przetrwanie i dzieci. Jak mówiłam, byłeś dobrym inżynierem, potrzeba nam ludzi... będzie cię czekać podróż, może nawet do Modlina.

- Ja chyba śnię, takie lokum, domowy obiadek, ona... – pomyślał – i propozycja, żeby przejechać ze dwadzieścia kilometrów poza miasto po to żeby dłubać w elektronice którą ktoś sobie sam zafundował. Noż kurna piknik.

I wtedy cicho dodała – miałeś rację w różnych sprawach, niepotrzebnie byłam zakręcona jak ruski czołg, niepotrzebnie traciłam życie tyle pracując. Ale teraz tego się nie zmieni, nie zmienimy także nastawienia wszystkich wokół, ale... możemy ich uszczęśliwić. To nieważne, co się działo przed wojną, teraz nieraz tego żałują.

Wzięła go za rękę - Zrób to dla nich... zrób to dla mnie. Byłeś, jesteś inżynierem i zawsze wszystkim pomagałeś. Nie zapominaj o tym... proszę.

Po prostu go zamurowała, zawsze taka opanowana, zawsze kryjąca się z uczuciami. Chociaż z drugiej strony może nic nie czuła i to wszystko był tylko wymysł jego chorej wyobraźni... Może się czasem tylko bawiła, a opamiętanie przyszło dopiero w obliczu katastrofy ? Może była jego jednorożcem ? Jego Eleanor ? A może zwyczajnie zbyt mocno ją idealizował i powinien już dawno zrobić to co robi każdy dobry samiec ?

Tylko że czasem chciałoby się postąpić inaczej i żeby to kobieta czegoś chciała bez całego tego bullshitu, a one jak chcą, to poruszą niebo i ziemię....

Przypomniał mu się pewien starożytny poeta:

„Radości, szczęście, westchnienia,
zabawność, mądrość, pragnienia,
oparcie, gwałtowność, konkrety,
pieprzyk, tajemnica, bzdety,

co obudzisz, to to dostaniesz,
masz ikrę, to granicę złamiesz,
a jeśli tylko narzekasz,
co się gapisz wciąż zarzekasz,

że ktoś patrzy ‘nie domyślisz’,
o kredycie tylko myślisz,
na kilometr będę stąd stał,
w nosie to i tamto miał,

a jak będziesz tak kobieca,
zadzwonisz, dodasz do pieca,
to życie inne się stanie,
w pamięci coś zostanie,

nie są tylko konwenanse,
ważne co tu, a nie anse...”

Ehhh nieważne, sam się mocno zmienił, co było to było i to się już nie liczyło, nie powiedział więc nic, tylko objął powoli jej głowę rękoma, spojrzał głęboko w oczy, delikatnie przeciągnął palcem po spragnionych ustach, przyciągnął je do swoich i zrobił to czego pragnął tyle lat.

Dziewczyna, wspaniała kobieta z niespodziankami, do której pomimo tylu lat coś czuł... Dla innych może zwykła blondyna, ale dla niego osoba, która go nigdy nie zostawiła, która była przy nim, gdy tego potrzebował... Kobieta, która potrafiła znieść jego humory i czasem nazywała mistrzem, która wreszcie budziła najgorsze, ale i najlepsze cechy.

Dlaczego ? Dlaczego stało się to dopiero teraz ? Czy naprawdę potrzeba było do tego tego całego kataklizmu ? Co ich teraz czeka ? Czy ona też miała ten wstydliwy problem co koleżanki ? Czy jestem dla niej tylko niedzielą ?

Cała zaczęła drżeć, ale nie protestowała, nie protestowała również gdy ją tulił i powoli wydobywał na światło dzienne jej tajemnice... Widział, jak czekała bardzo kobieco z niepokojem na reakcję na jej wygląd, ale on przecież chciał ją taką jaka była....

To była bardzo długa noc, po wszystkim zasnęli razem wtuleni w siebie.

Comments