Porwani (2014)

Był w niewoli i jego los nie malował się w zbyt jasnych barwach. Czekała go chyba ciężka harówka i co najgorsze bez możliwości wyboru z kim miał „to” robić.

A jeszcze wczoraj naprawiał ludzi na stacji metra po praskiej stronie.... robota tak potrzebna, gdy ludzkość próbowała przeżyć....

Stało się to tak szybko - od rana miał dyżur. Tego dnia było niewielu pacjentów, już miał kończyć, gdy usłyszał tylko ciche świśnięcie i stracił przytomność.

Gdy się obudził, leżał w malutkiej klatce. Obok niej postawiono kilka innych klatek, w której leżeli chłopacy z ochrony stacji Stadion.

Może któryś zasnął na służbie? Może istnieje jakiś korytarz techniczny, który przeoczono ? Może napastnicy przemknęli się jakoś od góry ? Czy tak czy inaczej, ktoś nie zauważył napastników i nie ostrzegł reszty na czas. Bądź co bądź niestety wielu z nich było młodych i nie znało się zbyt mocno na sztuce wojennej. Ba ! Sporo na pewno brzydziło się męskimi zajęciami.

Do czego ten świat doszedł ! Warszawa. Dumna stolica dumnego kraju. Kraju, który kiedyś trząsł całą Europą (wystarczy wspomnieć Wiedeń, Samosierrę czy Grunwald).... Kraju, który przez ostatnie dziesięciolecia był tak bezwględnie eksploatowany przez możnych tego świata. I choć złośliwi mówili, że kraj ten spotykały tylko nieszczęścia, odkąd funkcję stolicy stracił Kraków, on był dumny, że się tu urodził.

A może jednak istniał jakiś pech i dlatego miasto ocalało ?

Jak mówili uchodźcy, dostało się jedynie Modlinowi i Okęciu. A Centrum podobno przetrwało.... I złośliwym zrządzeniem losu Pałac Nauki podobno dalej królował nad okolicą...

Nie wiadomo ile w tym prawdy, ale żyli, więc może rzeczywiście samo miasto nie zostało spopielone ? Może ktoś uznał złośliwie, że nie warto już wystrzelić rakiety ze śmiercionośnym ładunkiem? A może ten ktoś już nie żył albo był to niewypał ? Podobno to towarzysze chcieli zniszczyć Warszawę atomowym uderzeniem odwetowym, a u nich dwie rzeczy zawsze były dobre - co się dało, to robili ręcznie, a i czasem pożyczali to co wspólne....

Zresztą może wojnę wywołała któraś z korporacji? Ich jedynym mottem był zysk i produkcja.... produkować.... produkować.... może chodziło o niewielki konflikt, ale rządy w nielicznych wolnych państwach wpadły w panikę ?

Może był to kolejny desperacki akt w toczącej się wojnie religijnej między państwami Europy a przybyszami z innych części świata ?

Albo jakiś trep lub dzieciak odpalił widząc kropkę na ekranie ? Kropkę, która mogła być tylko wytworem jakiegoś innego dzieciaka, który w imię patriotyzmu włamał się gdzie trzeba i co nieco namieszał ?

A później wszystko samo się już posrało....

To było nieistotne. Tego dnia siedział w domu. Pisał akurat swoją książkę. Nagle jego modem się wyłączył. I komputer przeszedł na baterie tak jakby zabrakło prądu w gniazdka. Nie byłoby w tym nic dziwnego - wszak sieć energetyczna czasem przechodziła na dziesiąty stopień zasilania jak w filmach Barei.

Jedno wtedy nie pasowało - na dworze dało się słyszeć jakby przytłumiony daleki huk.

To go nie wiedzieć czemu zmroziło. A jak zaczęły wyć syreny, to czuł że coś jest nie tak i że chyba należy uciekać do najbliższej stacji metra.

To nawet w trzydziestym trzecim nie było zbyt rozbudowane - ledwo dwie linie. Do tego umieszczono je bardzo płytko. No ale lepsze to niż nic...i do tego mieszkał blisko.

Chociaż teraz wydawało się to śmieszne, wyłączył sprzęt, złapał portfel, zamknął okna i drzwi i zaczął biec.

Przed stacją kłębił się tłum, jemu udało się dopchać na peron, z tyłu zaś napierali kolejni przerażeni ludzie i mimo starań porządkowych w końcu część zaczęła przechodzić do tuneli.

- Panieeee, to apokalipsa - zaciągał jakiś starszy pan.

- Nie drzyj się pan, tu są dzieci - uspokajała go jakaś puszysta kobitka.

- Może to jakiś atak samobójczy ? - zastanawiał się jakiś młodzian - zresztą komórka ma dalej zasięg.

I tak zastanawiali się wszyscy, co ciekawe nie wpadli w panikę gdy włączyło się oświetlenie awaryjne.

- Uwaga ! Uwaga ! Polska została zaatakowana. Na razie nie wiadomo nic więcej – ktoś przemówił przez szczekaczkę nad peronem.

Tłum umilkł.... I tak wtedy metro stało się jego domem. Koszmar niestety wtedy się rozpoczął.
Metro w Warszawie nie było przygotowane na żaden większy atak. Owszem, po drugiej stronie część najstarszych stacji miało jakieś grodzie, ale reszta ? Budowane płytko nie zapewniała praktycznie nic.

Wiedział jak wielu ginęło próbując zabezpieczać stacje od góry. Wylewali beton wiedząc, że giną. Bo chociaż nie było wielkiego promieniowania, wkrótce pojawiły się chmury. I śmiercionośny śnieg.

Inni próbowali ściągać z okolicznych domów co się dało. Opowiadali o tym śniegu i innych cudach współczesnego świata. Jak również o zwierzętach z zoo, które szybko zjedzono.

Przeżył, bo miał wiedzę. Nie pozwolono mu się narażać i pracował na całej trasie drugiej linii po praskiej stronie. Osiedlał się na którejś stacji, po pewnym czasie bywał kuszony jakimś drobiazgiem i wtedy przechodził do kolejnej...I kolejnej. I tak to się powoli kręciło...

Każdy próbował przeżyć, problemem była czysta woda, jedzenie, co ciekawe wszędzie przetrwały głównie trochę starsze kobiety i mężczyźni.

Ci co wracali z powierzchni mówili też o tym jak widzieli ciała wielu kobiet bez widocznych śladów uszkodzeń....

Co go teraz czeka? Wiadomości były skąpe. Podobno w Centrum panowanie objęli pracownicy biur. Ale dlaczego tak męczono tam pojmanych mężczyzn ?

Poczuł ukłucie w plecy i odpłynął...