Ich walka...

Kto rządzi tym światem, panowie to są czy panie,
czy ten kto narzędzie do zbrodni ma na stanie,
czy ta, która dzieci cała troskliwie przechowuje,
karmi, dogląda, większość roku więź pełną czuje,

czy ten z wiedzą, mądrością lub siłą nieogarnioną,
co tworzy dom, gadżety albo sztukę nieskończoną,
wymyśla rzeczy i ciągle nowe pomysły patentuje,
życie polepsza i żywiołów tajemnice lepiej czuje,
którego żądze sterczące z powodu pochodzenia,
widoczne są czasem w pełni i wprost dla otoczenia,
czy ona co uczuciem i chwilą często jedynie żyje,
i rzeczy bardzo proste pod skomplikowaniem kryje,

kokietuje, spiskuje, w myślach tylko siebie widuje,
perwersji chce i się od niej tak mocno odżegnuje,
zakłada szpilki, stringi, pusze, bawi się kredkami,
ucieka także przed czynów swych konsekwencjami,
jak nabroi, to płacz, fochy, miny, dąsy pokazuje,
niczym dziecko się tłumaczy, coś wymusza, pozuje,
czy on co przyjemności chce i częściej plany robi,
rzeczy załatwia siłą, czasem bajerem braki nadrobi,

trwa między nimi zawsze walka ciągła i odwieczna,
widać często też jak wygrana to broń obosieczna,
bo są feministki, lecz te drżą na myśl o równości,
i szmaty, ale te chcą napastowania ich kobiecości,
kobiety szefowie, które satysfakcję władzą czują,
i tak często w trunkach po pracy głęboko nurkują,
są też tacy, co panie krótko na smyczy trzymają,
ale oni poza mały szałas często się nie wychylają,

dziwią się mocno i głęboko, jak im się wygrać udaje,
że życie takim pustym, nudnym, jałowym się staje,
bo choć dla płci niemożliwe przyjaźni jest tchnienie,
jest tylko namiętność, wrogość, miłość, uwielbienie,
to wzajemnie stworzeni są oni sobie do pomagania,
i wygrana jednego oznacza całą pełnię przegrania...