inna ona....

Gdy słońce zachodzi i powietrze się schłodzi,
ochota na szybka sesję z nią mnie nachodzi,
Bo ona stoi i czeka wiernie wpatrzona oczami,
które świecą czasami na równi z gwiazdami,

Jeszcze mnie ani razu w pole nie wyprowadziła,
wiernie mi w dzień i noc wciąż służy i służyła,
sa wprawdzie dni, gdy daje mi popić i popalić,
ale dnia kolejnego zawsze daje się pochwalić,

ma nienasycony na wszystko apetyt i temperament,
bez dopingu idzie niczym nieoszlifowany diament,
wypije wszystko, poburczy, przetrawi i przepali,
wiem, że syf żaden przy tym jej wnętrza nie rozwali,

rodowód i cena mnie do niej dawno temu zmamiła,
ale i młodsza i kusząca wtedy mocniej jakby była,
dziś też złotówki mógłbym topić w niej bez końca,
bo daje radość szczególnie jak już jest gorąca,

nie skarży się też na pogodę, trud, znój, kłopoty,
tylko zamruczy mnie jak stracimy więź wspólnoty,

choć dziś również zawstydza niejednego frajera,
niejedno słowo o wyglądzie i pochodzeniu zbiera,
przez wszystkich wokół od zawsze niedoceniana,
ciągle bywa na ulicy i w towarzystwie wyszydzana,

zawsze ciekawi mnie ta opinia taka przesadzona,
choć ojciec Niemiec i serce jeszcze dużo dokona,
i choć matka z innego kraju na wschód pochodzi,
to wielu zamiast zalet tylko pochodzenie obchodzi,

a maskę ma ładnie z tyłu i przodu zaokrągloną,
tylko cerę cały czas jakby cukrem przyprószoną,
dziewictwo w Polsce i poza nią już nieraz zgubiła,
i co ? i nic. Ani razu się przy tym nie pogubiła,

nie zawsze rozumiem, dlaczego dziwią mi się ludzie,
że nie zmieniam jej, tylko żyję z nią w trudzie ?