O dorosłości...

Dziś trzy słowa rzeknę o dorosłości,
słówko to bowiem na ustach mi gości,
i teraz myślę mocno cóż ono oznacza,
o co naprawdę przyzwolenie wyznacza,

czy dorosły to ten co mocno kradnie,
nie daje się przyłapać jak popadnie,
kasę zbiera, po trupach się lansuje,
pluje wszędzie albo się narkotyzuje,

a może ten co kochanych ciągle bije,
przy tym non stop z butelczyny pije,
jest ordynarny czas cały aż do bólu,
chce aby wkoło niego było jak w ulu,

aby wszyscy się od niego uzależnili,
za jego grzechy ciągle współpłacili,
przyjaźń dla niego słówko jest małe,
dzisiaj niewygodne, jutro wspaniałe,

a może ten co o północy rękę podaje,
nie zapyta po co i zawsze radę daje,
zawsze także pomoże i o innej porze,
choćby i stracił na ścieżki wyborze,

może ten co też przewiduje za dwoje,
na drugim miejscu ma potrzeby swoje,
może dumę ukryje daleko w kieszenie,
może przykryje swe mocne wzburzenie,

można to w nieskończoność wymieniać,
przodu, tyłu, boku, skosu odmieniać,
myślę, że każdy coś innego zrozumie,
i wizje swoje będzie miał w rozumie,

ale jedna myśl chyba będzie wspólna,
myśl która będzie generalnie ogólna,
że dorosły ma głęboką czasem odwagę,
by stawiać wszystko na szalę i wagę,

by poruszać głębokie nawet problemy,
mówić i to o czym często nie chcemy,
nie uciekać w czas jednej trudności,
nie dąsać się bo smutek wciąż gości,

zaspokajać również swoje pragnienia,
tak by nie siać pełnego zniszczenia,
a gdy wymaga kto braku delikatności,
ten plus rozsądek niechajże zagości.