Dwoje dumnych...

Jedna chwila w parku stracona,
gdzie siedzi długo i on i ona,
gdzie nic się wtedy nie stało,
bo i wiele temu przeszkadzało,

ona właśnie chłopaka straciła,
on widzi jak w dal zerka miła,
on czuje niewidzialną barierę,
widzi wykrzywioną z bólu cerę,

i czeka w swojej cierpliwości,
że radość, nie smutek zagości,
że ona uciacha historię starą,
zostawi wspomnienia za kotarą,

ona myśli że on nic nie czuje,
iż jej nic bliżej nie okazuje,
iż tylko to mu jest w rozumie,
ale on tego uprawiać nie umie,

Tak rozpoczyna się tam zabawa,
coś udają, a inna jest sprawa,
coś grają, a siebie nie znają,
poznać również sobie nie dają,

odtąd humory sobie poprawiali,
słówka prawili, się spotykali,
słówka, aby potem zdenerwować,
bać coś zrobić czy deklarować,

tak się mamią i sami oszukują,
normalnej znajomość doszukują,
normalnej, niczym nieskażonej,
uprzejmej wręcz nieskończonej,

W końcu siebie nie potrzebują,
pretekst w końcu też znajdują,
pretekst dobry jak każdy inny,
żeby zakończyć flirt niewinny,

Jedna rzecz jeno jest otwarta,
czy zamknięcia historia warta,
czy czucia znaleźli tchnienie,
i kto ukazał większe myślenie,

Czy on, że się tam nie wtopił,
nie zapożyczył, głupio utopił,
nie dał jej także wszystkiego,
gdy miał dużo uczucia takiego,

Czy ona, że się z nim ubawiła,
a jak coś czuła to się mamiła,
a jak o nim czasem wspominała,
to mu tego ni raz nie wyznała,

A poza tym to bujda wymyślona,
nie istnieje żaden on ani ona,
nie myślcie że prawdę spisuję,
muszę urosnąć i wtedy poczuję,

jak ludzie dojrzali się ranią,
i że siebie myślą wciąż ganią,
i że w całej życia dorosłości,
smutek, żal, rana tylko gości.

Prawda ?